sobota, 29 listopada 2014

#13 Tangle Teezer ♥

Siemanko :) Wreszcie jestem. Mam trochę wolnego czasu, zaraz idę robić obiad - makaron z krewetkami, mm, tak dawno tego nie jadłam. Potem idę na trening, coś co mi się na pewno dzisiaj przyda, żeby się wyładować. Właśnie wróciłam z zakupów, dobija mnie to, że zrobiło się naprawdę zimno, ale co się dziwić, w końcu już grudzień. Powoli zaczynam robić listę prezentów na święta, każdego roku obiecuję sobie, że ją zrobie a wychodzą nici, ale tym razem będzie inaczej. Odwiedziłam dziś mój ulubiony lumpeks, znalazłam cudowne spodenki z Adidasa idealne do ćwiczeń :) Niestety, mam telefon w ładowaniu, więc zdjęcie podrzucę wam gdzieś tutaj później. Są tam też śliczne sukienki i zacznę polować na coś specjalnie na Sylwestra :).

W tym tygodniu przyszło do mnie moje cudeńko - szczotka Tangle Teezer, którą zamówiłam ze sklepu Minti Shop (2 grudnia mają bodajże darmową dostawę!). Wybrałam oczywiście kolory bardzo dziewczęce, pudrowe (cała ja). Ten sam model szczotki widziałam w Łodzi za 47 zł, ja za swój dałam 30zł no i koszty przesyłki, razem wyszło 41 z kawałkiem bodajże. Szczotkę dostałam w bardzo ładnym opakowaniu, dodatkowo zapakowaną jeszcze w torebeczkę od sklepu.




Moje pierwsze wrażenie? Na pewno urzekły mnie te kolory. Przy czesaniu nią suchych włosów nie ma właściwie jakiegoś szczególnego zaskoczenia, jedynie fajny masaż, bo ząbki są długie i jest to bardzo przyjemne (od masowania skóry głowy podobno włosy szybciej rosną!:).
Zaskoczyła mnie natomiast tym, jak sprawdza się na mokrych włosach.
Rozczesywanie moich kłaków zwykłą szczotką po umyciu (wiem, że podobno nie powinno się tak robić, ale bez tego budzę się rano z obrzydliwą szopą) jest bardzo trudne. Przez jakiś czas suszyłam włosy, bo nie dawałam sobie z tym rady. TT rozwiązał moje problemy. Czesanie nią mokrych włosów jest bardzo proste, przestałam używać suszarki, wystarczy, że rozczeszę je na wieczór, trochę same z siebie podeschną i rano są idealnie proste. :)

Czy polecam TT?
No pewnie, nie żałuję, że ją kupiłam, zrobiłabym to drugi raz. Uważajcie tylko
na podróbki, lepiej zamówcie ją ze sklepu niż z Allegro. 
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.754797744545028.1073741827.127297327295076&type=3#_=_
Podlinkowałam wam krótką instrukcję, na co warto zwrócić uwagę przy zakupie tej szczotki.

To już koniec na dziś, niedługo znów się pojawię :)
Buźka. 

sobota, 22 listopada 2014

# 12 Krótki tutorial

Siema kochani :) Żyjecie? Ja tak, chociaż wszystko mnie boli po wczorajszym dniu, bo robiłam sobie trening. Niedługo jadę znowu do Łodzi, niedługo chyba tam zamieszkam, no ale cóż, mama chce sobie kupić buty, może przy okazji ja coś upoluję. W moim życiu troszkę się pozmieniało, jednak nie będę o tym pisać tutaj, bo aż szkoda mi słów. Powoli próbuję to ogarniać i układać wszystko od nowa, no bo kto jak nie ja! :) Zdałam sobie przez to wszystko sprawę, jak bardzo jedna sekunda, jedna chwila może zmienić całego człowieka i zdjąć mu z oczu klapki... 
Tak jak czytacie w tytule, dzisiaj będzie krótki tutorial, ponieważ kilka osób pytało się mnie jak podkreślam moje brwi. Otóż w poście o moim codziennym makijażu pokazywałam wam kredkę do brwi z Essence, niestety - zgubiłam ją i muszę sobie teraz radzić w inny sposób.
Zaczynając od kształtu, brwi reguluję sama. Nie byłam jeszcze nigdy u kosmetyczki na tym zabiegu, wiem, że jest on niedrogi, ale uważam, że sama sobie także nieźle radzę. Ostatnio popracowałam nad nimi dłużej i efekt strasznie mi się podoba, dla porównania: 


Różnica jest średnio widoczna, ale mam nadzieję, że ją zauważycie. Na zdjęciu po lewej używałam tylko kredki, na zdjęciu po prawej użyłam kombinacji cieni z mojej paletki:



Mieszam czerń z brązem, żeby łuk brwi był ładnie widoczny. Paletkę kupiłam za niecałe 7zł już dosyć dawno temu, do makijażu oczu używam jej rzadko, więc spożytkuję ją w taki sposób. 

Tutaj macie dla porównania jedną brew pomalowaną a drugą nie
(lewa naturalna, prawa z cieniami).

Do cieni używam zwykłego patyczka:
źródło: www.donegal.com.pl

Nie zainwestowałam jeszcze w pędzle, ale może niedługo to zrobię.

Znacie jeszcze jakieś fajne sposoby na brwi?
Może henna?
Piszcie w komentarzach.
Buziaki, Isia :*





wtorek, 11 listopada 2014

#11 Zakupy + Kallos Keratin

Siema :) Jak tam mijają wam te wolne dni? Przyznam, że moje tak sobie... Jakoś dobija mnie ta szarość za oknem. Będę musiała niestety do tego przywyknąć. Strasznie jakoś mi ostatnio smutno, dobija mnie to wszystko - nauka i inne moje osobiste problemy. Nie wiem czasami jak sobie z tym wszystkim poradzić, dużo rozmyślam, ale jakoś się trzymam bo najważniejsze to nigdy, przenigdy się nie poddawać, no nie? :) W ostatnich dniach dwukrotnie miałam okazję zawitać w Łodzi. Kupiłam kilka fajnych rzeczy - głównie na zimę: kurtkę, czapkę i rękawiczki. Pokusiłam się także na nowy portfel, kolczyki i bransoletkę.






Jak widzicie kurtka jest to poszukiwaną przeze mnie granatowa parka, znaleziona w Housie :)


W ręce wpadła mi też wspomniana w poprzednim poście maska Kallosa. Zdążyłam ją wypróbować i to właśnie głównie o niej będę pisała w tej notce.
Maskę zdobyłam w drogerii Hebe na ulicy Piotrkowskiej, widziałam już ją tam kilka razy poza tym często odwiedzam tę drogerię. W Hebe znalazłam także Tangle Teezery, nie kupiłam, ale jeżeli nie uda mi się upolować egzemplarza w Łęczycy to znów wybiorę się do Łodzi. Mimo tego, że o tej masce czytałam mnóstwo pozytywnych opinii, zdecydowałam się na jej mniejszą wersję, 275ml. Wiecie jak to jest, u jednej z nas kosmetyk sprawdza się, a u drugiej nie, potem te wszystkie cudeńka zajmują tylko miejsce. Maski Kallosa są bardzo tanie, naprawdę, w tę cenę wciąż trudno mi uwierzyć, ponieważ za litr zapłacimy tylko ok. 11zł, za wersję 275ml dałam 6 złotych.





Maska jest gęsta, ma zapach, który mi osobiście nie przypadł do gustu, kojarzy mi się z czymś, ale do końca nie wiem z czym, nie potrafię tego opisać. Mimo kształtu pudełka kosmetyk łatwo z niego wydostać, a myślałam, że będę miała z tym kłopot. Nałożyłam go w niedzielę po umyciu włosów szamponem. Trzymałam pod czepkiem i ręcznikiem około godziny. 

Co zauważyłam? 
Po pierwsze, od razu gdy spłukałam włosy, poczułam, że są miękkie, gładkie, przyjemne w dotyku. Owinęłam je w ręcznik i odczekałam troszkę, aż ten wchłonie z nich wodę. Potem wysuszyłam włosy i ułożyłam je grzebieniem. Były mięciutkie, dobrze się układały i ładnie pachniały. Rzeczywiście dobrze się rozczesywały.

Podsumowując, jest to na pewno maska godna polecenia, nie żałuję jej zakupu, bo w pełni spełniła moje oczekiwania + nie wykosztowałam się :) Godna wypróbowania i w najbliższym czasie planuję zaopatrzyć się także w szampon z tej serii.

To już wszystko na dziś. Niedługo znów się odezwę. Buziaki ,Isia :)

PS. DZIĘKI ZA 1500 WYŚWIETLEŃ <3

wtorek, 4 listopada 2014

#10 O włosach

Czeeść! :) Jezu, całe szczęście już wtorek, jeszcze tylko środa, czwartek i wreszcie odpoczynek... Potrzebuję tych wolnych dni, mam nadzieję, że się nie zanudzę. Mam już trochę planów, no ale czy wypalą to się okaże. U mnie raczej wszystko po staremu, dopadają mnie powoli jesienne smutki, coraz bardziej potrzebuje słodyczy, ale to chyba normalne w tej porze roku. O nauce nawet nie chce mi się pisać, bo mnie krew zalewa...
W dzisiejszym poście pokażę wam kosmetyki, których używam do swoich włosów. W sumie nie dbam o nie teraz szczególnie tak jak wcześniej, ponieważ je obcięłam i zwyczajnie większość moich problemów zniknęła. Swoją drogą, to bardzo ekonomiczne rozwiązanie, bo za obcięcie dałam jakoś 25zł, a na odżywki i inne głupoty potrafiłam wydawać o wiele grubszą kasę. Czekam na to, aż włosy mi urosną, uwielbiam długie włosy, ale nie cierpiałam moich suchych, obrzydliwie zniszczonych kłaków. Potrafiłam siedzieć i przez nie ryczeć, uwierzcie. Jak teraz patrzę na stare zdjęcia to w sumie ciut mi przykro, bo włoski miałam już dość długie, no ale jak już kiedyś pisałam to nie ręka. :) 
Gdy miałam zniszczone włosy stawiałam bardziej na kosmetyki naturalne, bez wysuszających składników. No wiecie, żadnych SLSów i innych takich głupot. Teraz w sumie nie zwracam na to uwagi, mogę wreszcie kupować sobie różnorodne szampony i odżywki drogeryjne a nie szukać jakichś specjalnych po Łodziach, Poznaniach i w internecie. 

Zacznijmy więc od szamponu. Aktualnie posiadam dwa - Goodbye Damage Garniera i szampon Biovax. Pierwszy to zwykły szampon drogeryjny, Biovax to typ wyżej wspomnianych kosmetyków naturalnych. Pomarańczowy Garnier z nowej serii Goodbye Damage kupiłam w Biedronce (hah) około dwa dni temu, więc właściwie na razie go testuję. Jego wadą jest na pewno konsystencja - leje się niemiłosiernie, jak zwykła woda... Ale przynajmniej pachnie pięknie i bardzo dobrze się pieni, nie trzeba nakładać go dużo. Nie liczę na to, że w jakiś super sposób naprawi moje włosy, bo właściwie już nie ma czego naprawiać, ale do stosowania co dwa dni nadaje się idealnie. :) 
Biovaxu  nie używam już często, właściwie ok. raz na tydzień, ponieważ nie zawiera on soli, moje włosy po nim szybciej się przetłuszczają, co jest uciążliwe. Szampon nie pieni się, no ale coś za coś. Kosmetyki Biovaxu mają nieziemski zapach, te, które ja posiadałam jeden po drugim skradały moje serce. Zaletą tej marki są dobre składy i niska cena. Dostępne w Łęczycy na ulicy Poznańskiej w sklepie ze zdrową żywnością, polecam. Ten szampon kosztował ok. 20zł. Mam wersję z keratyną i jedwabiem :)

L'biotica - Biovax keratyna i jedwab szampon

Garnier Fructis Goodbye Damage - szampon

Odżywka, hm... Z tym zawsze miałam problem. Kiedyś nie używałam jej w ogóle, ale z czasem zaczynałam coraz bardziej interesować się pielęgnacją włosów i tak to się zaczęło. Pamiętam te czasy, jak miałam miliony odżywek które kładłam na włosy jedna po drugiej... Wariacje gimnazjum haha :) 

Garnier Fructis Goodbye Damage - odżywka

Aktualnie posiadam jedną typową odżywkę, z serii Goodbye Damage, kupioną w drogerii Noel za jakieś 9 zł (nie kupujcie w POLO, bo przepłacicie!!!). Mam ją z trzy tygodnie i już mi się kończy, ponieważ stosuję ją po każdym myciu. Pachnie cudownie <3. Lubię w niej to, że moje włosy są po niej miękkie i łatwiej się rozczesują, jak to po silikonach zwykle bywa. Całe szczęście jest gęsta, a nie taka wodnista jak szampon. Podoba mi się, ale teraz planuję kupić Garniera Oleo Repair :)

Receptury Babuszki Agafii - Syberysjki balsam na kwiatowym propolisie

W swojej kolekcji posiadam także balsam do włosów, nie wiedziałam, czy podpiąć go pod odżywki czy maski, no ale jednak zdecydowałam się na tę pierwszą kategorię. Dostałam go od bratowej, która używa wyłącznie kosmetyków naturalnych (nie narzekam na to :). Miałam z tej serii też szampon, ale już dawno mi się skończył. Balsam na kwiatowym propolisie (cokolwiek to jest...) od "Babuszki Agafii" (hahaha strasznie mnie śmieszy ta nazwa). Te kosmetyki są naprawdę dobre, a jeszcze tańsze i w większych butelkach niż Biovaxy! Takie butelki 600ml kosztują mniej niż 15 zł... Niestety, w Łęczycy są raczej nie dostępne, bratowa sprowadza je z jakiejś strony internetowej. Jeżeli będziecie mieli okazję przetestować, to polecam! Zapach kwiatków jest git :)


L'biotica - Biovax Keratyna i Jedwab - maska

Maski do włosów używam rzadko, raz na tydzień, niestety ta wyżej już mi się skończyła i fotografowałam w sumie puste pudełko. Z tej samej serii co wyżej pokazany szampon. To już moje 2 opakowanie tej maskii, lubię ją za zapach, za to, że włosy po niej są miękkie, na pewno też odżywione. Maska nie jest droga (mam wersję mniejszą) i kosztuje chyba mniej niż 15zł. Teraz chcę przetestować jakąś maskę Kallosa, ale muszę po nią jechać do Łodzi, może w sobotę będzie okazja. 

Isana Hair - Odżywka do włosów łamliwych i matowych

Mgiełka, odżywka w sprayu czy jedwab, jak kto tam woli, z Rossmana, za 5zł, używam sobie od tak, żeby włosy mi nią ładnie pachniały i żeby ułatwić rozczesywanie, nie oczekuję od niej właściwie niczego, ponieważ za piątaka nie spodziewam się cudów. :) Mam już drugie opakowanie i jako taką odżywkę pomocniczą polecam jak najbardziej. :) 


Wella Dry Stage Thermal Image


Spray termoochronny, który znalazłam w domu niedawno, prezent od siostry. Używam go tylko jak suszę włosy no i gdy sporadycznie je prostuję. Przeznaczony do włosów suchych, ale mi zdarza użyć się na mokre... :) Jest z firmy Wella i jest taki biało-różowy i trzeba nim wstrząsnąć. Kosztuję coś powyżej 30zł (what? :o tak mówi wujek Google) Za taką cenę to chyba musi być serio dobry. U mnie jako spray do suszenia sprawdza się ok :). 


Sporadycznie zdarzy mi się także naolejować włosy, niestety, nie potrafię zmywać oleju. Żeby całkowicie domyć włosy muszę szorować je z 3 razy... Niemniej jednak olejowanie jest cudownym zabiegiem odżywiającym. Ja mam olej sezamowy z Biedronki, stosowałam też kokosowy ale jest on bardzo niewydajny jak dla mnie, zdecydowanie wolę ten. :) Zapach sezamu długo trzyma się na włosach, jest przyjemny i mi nie przeszkadza. Olejuję włosy suche i olej trzymam ok. 1-2 godzin. 


W sumie to nie mam tych kosmetyków dużo, ale wolę mieć ich tyle niż Bóg wie ile zastanawiać się czego to dzisiaj użyć, ha :).

Co chciałabym przetestować na swoich włosach? 
Maski Kallos - są bardzo tanie i podobno całkiem dobre. Dostępne w drogeriach Hebe.

Wcierka Jantar dostępna na szczęście w moim mieście w cenie 13zł, super!!! Muszę mieć! :) 

Chcę także zakupić szampon przyspieszający porost włosów, mam już upatrzony jeden, ale nie mogę go teraz znaleźć. Pokażę kiedy indziej. Planuję też zakup Tangle Teezer'a, na szczęście w Łęczycy już też są, więc mam pod nosem! Szkoda, ze za 45zł... :) Haha


To już wszystko na dziś. Pomyślę, co napisać w następnym poście i się odezwę! :)


BUZIOLE, ISIA.  














sobota, 1 listopada 2014

#9 Wreszcie mam czas :)

No cześć! Tęskniliście za mną? :) Chciałam napisać coś już wczoraj, ale niestety zepsuł mi się komputer i musiałam instalować system od nowa, ale już wszystko jest dobrze! Dzisiaj sobota, święto zmarłych, więc mam dużo czasu dla bloga. Co u mnie? Chyba wszystko w porządku, powoli idę do przodu, w szkole jakoś sobie radzę, w sumie mogłoby być lepiej, no ale w końcu to liceum. Wczoraj byłam na świetnej imprezie z okazji Haloween, było naprawdę cudownie, oby więcej takich spotkań! :) Wytańczyłam się, czekałam na to od długiego czasu.
Zdjęcie w zajebistej szafie, haha :)


Chciałam dzisiaj pokazać wam kilka rzeczy, które muszę mieć! Mam nadzieję, że chociaż część z nich uzupełni niedługo moją szafę. 
Zegarek  - koniecznie musi być w kolorze złotym. 
Pasowałby mi do wielu ubrań, poza ty strasznie mi się podoba.

Znalazłam na allegro jeden świetny, niestety nie mogą go teraz znaleźć... :(
Kurtka - nie mam niestety jeszcze kurtki na zimę,
w zimniejsze dni chodzę w starym płaszczu. Rozglądam się za jakąś parką,
najlepiej granatową. Niedługo pojadę do Łodzi i pewnie tam coś wybiorę. :) 
Sweterki - potrzebuję jakichś dwóch nowych na zimę. Najbardziej chcę
kupić biały i jakiś w takie zimowe wzorki. Sweterki są meega słodkie! :)
Rozglądam się też ostatnio za jakimiś beżowymi spodniami/legginsami.
Zaczęły mi się strasznie podobać. To taki wydatek drugorzędny,
ale jednak fajnie byłoby je mieć. :)
Okulary - nie mam wady wzroku, ale lubię siebie w okularach,
więc chyba zainwestuję w jakieś zerówki. Poluję na tzw. "kocie" oksy :) 
Pewnie zamówię z allegro. 

Ostatnio w mojej szafie znalazła się również nowa bluzka, z baskinką, 
na punkcie której mam totalną obsesję.
Z bluzki jestem mega zadowolona, jest biała, wykończona czarnym materiałem.
Idealna na jakieś uroczystości, ważniejsze wyjścia.
Brakowało mi takiej! :) 

Najnowsza bluzeczka, biała, wykończona czarnym materiałem. ♥ 
(zdjęcie też na moim Instagramie)

Mam też kilka nowych zdjęć siebie w nowych włosach, jeżeli ktoś
jeszcze nie widział :) 
Słodka taka, no nie? :) Haha! :D

Co w następnym poście?
Może jakieś zdjęcia? 
Postaram się jakieś zrobić i wstawić.
Taka piękna jesień za oknem, więc nie ma co jej marnować... 
Ten post dedykuję moje fance - Kasi.
Wiem, że długo na to czekałaś! <3

Stylizacje tworzyłam na stronie http://stylistki.pl/.
Polecam. 
Do usłyszenia wkrótce. :)